poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozpieść swoją cere.



W dzisiejszym poście chciałabym Was zapoznać z marką Biotherm. Jak widzicie na zdjęciu będę opowiadać o 3 produktach z tej firmy. Jeśli jesteście ciekawe jakie mam o nich zdanie to zapraszam do lektury.


Zacznę od lewej strony, żel do skóry normalnej i mieszanej, który ma zapewnić 24 godzinne nawilżenie. Dość lepki krem, może zapachu jakoś dość przyjemnego nie ma w sumie nawet nie wiem do czego mogłabym go porównać dość niespotykany... Dobrze się sprawdza nakładając go pod podkład tworzy taka barierę na naszej twarzy przed szkodliwymi czynnikami, jeśli chodzi o wchłanianie to wchłania się w ekspresowym tempie przynajmniej u mnie, nie zapycha co jest ważne i ta jego konsystencja, którą lubię taki zielony żelik... Nawilżenie czuć przez cały dzień i to w nim lubię :) W takim słoiczku zawarte  jest 5000 l wody. Cena może jednak odstraszać bo za 50 ml zapłacimy 165 zł ale jak wspomniałam wcześniej jest wydajny więc będziemy go miały na bardzo długo. 
 
Czas na niebieską galaretkę, intensywnie nawilżający żel na noc. Warto przed snem zaaplikować sobie taki niebieski żel na twarz aby z rana nasza skóra wyglądała na wypoczętą. Posiada w sobie aż 35 składników odżywczych, które mają za zadanie zapobiec utracie wody przez naskórek. Jeśli chodzi o konsystencję jest chłodząca, lekka i nieklejąca się gdy go nakładam mam wrażenie aplikacji wody na twarz. Zapachem przypomina męskie perfumy bardzo lekkie, jego wydajność mnie powala spokojnie wystarczą 2 pompki aby pokryć całą twarz. Robi to co powinien ale minusem może być cena która jest zbliżona do poprzednika 160 zł/ 50 ml. 


A na koniec zostawiłam najdroższy produkt z tego duetu. Przeciwzmarszczkowy krem do cery normalnej i suchej z czystym krzemem. Spora liczba kobiet go zachwala, faktycznie redukuje zmarszczki i skóra jest automatycznie odżywiona. Nie wiem jak sprawdza się pod podkład ale warto go nakładać rano i wieczorem aby efekty były widoczne. Przyjemnie delikatnie pachnie, jak możecie zauważyć na zdjęciu konsystencja przypomina masełko ale na pewno nie jest tłusta, fajnie szybko się wchłania i również jest wydajny nie trzeba go zbyt wiele nakładać na twarz. Jeśli chodzi o cenę to 260 zł/ 50 ml. Jest dobry i póki co nie ma sobie równych ale moim zdaniem jak na krem to spory wydatek...

                Który z tych kremów chciałybyście poznać bliżej ? Zielony, niebieski czy może biały? 








czwartek, 25 lutego 2016

Z nimi się nie rozstaje...

                                 


Cześć Dziewczyny dzisiaj post o tuszach do rzęs, postanowiłam wybrać trójkę moich ulubieńców za którymi szaleje ... będą to tanie i dobre maskary przynajmniej dla mnie :).

Może na początku zacznę od swojej ulubionej maskary, która mnie zachwyciła już na samym początku swoją szczoteczką. Mowa tutaj o Wibo- Rock With Me. Wydłużająca oraz podkręcająca rzęsy maskara. Szczoteczka jest tradycyjna ale zakręcona w dziwny sposób aby rzęski się dobrze dopasowały.

                                       

Tani bo tylko 12 zł, ja swój kupiłam w Rossmannie ale i w drogeriach internetowych można go kupić wiec dobrze jest dostępny. Na początku może trudno będzie się operowało tą szczoteczką ale wiem po sobie że to kwestia przyzwyczajenia. Ten tusz jest o tyle dobry ze wywija rzęsy, wydają się bardziej podkręcone, nie osypuje się i wytrzyma spokojnie calutki dzień. Trochę faktycznie skleja rzęsy i daję efekt sztucznych rzęs ale to zależy ile warstw się nałoży ja osobiście lubię mocno podkreślone oczy.
Osobiście polecam jak chcecie mieć taki efekt rzęs jak na zdjęciu. Na pewno będę do niego wracać...
                               
   


Drugi ulubieniec z to Maybelline- Lash Sensation. Dający delikatniejszy efekt na rzęsach dobrze rozdzielonych.

                                   

Posiada sylikonową szczoteczkę, jest droższy od Wibo ok 25 zł ale za taką cenę posiada w sobie dużo plusów. Dodaje rzęsom objętości, dobrze je rozdziela, wydłuża rzęsy są po nim naprawdę długie, nie osypuję się, nie tworzy grudek, jest dość wydajny mam go już jakiś czas a on dalej jakby nowiusieńki. Jedyny minus, który w nim znalazłam to źle się zmywa.. Trzeba troszeczkę więcej czasu poświecić na demakijaż aby zmyć ten tusz.  A na rzęsach prezentuje się tak

   


I trzeci ulubiony tusz to również z  Wibo- Panoramic Lashes.  Ulubieniec, który jest ze mną już bardzo bardzo długo...

                                       

Tusz z tradycyjną, dość grubą szczotką, wydłuża i pogrubia może delikatnie podkręca. Również jest tani 12 zł. Co w nim najbardziej lubię ? jego formułę, która posiada otręby ryżu, pantenol oraz składniki, które stymulują wzrost rzęs. To właśnie mnie zachęciło do kupna. Jeśli pomalujemy jedną warstwę uzyskamy delikatniejszy efekt z każdą nową warstwą efekt staje się coraz bardziej widoczny. Czasem może nam się delikatnie osypywać jak już jest stary ale spokojnie imprezę wytrzyma :)

   


Podsumowując jeśli chcę delikatniejszy efekt na rzęsach wybieram Maybelline a jeśli dość mocny to tylko i wyłącznie Wibo.  Jestem ciekawa czy po przeczytaniu recenzji sięgniecie po któryś z tych tuszy :) Pochwalcie się czym Wy malujecie oczka :)























sobota, 20 lutego 2016

Magia na rzęsach...

     Magiczna elektryczna zalotka do rzęs

                   


Dzisiaj znowu o magii .. pisałam już o magicznej szczotce do włosów, a tym razem opowiem  o magicznej zalotce do rzęs..Nie zawsze potwierdza się stwierdzenie TANIO A DOBRZE ale tym razem tak jest ! Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii o niej to zapraszam na dalszą część.

Zalotkę kupiłam w Biedronce przez przypadek ją zauważyłam na stanowisku z promocją, zapłaciłam za nią 7.99 zł myślę a co mi tam nie taki straszny wydatek nawet jeśli miałaby leżeć bezczynnie w toaltece a skoro lubię testować i dzielić się z Wami moimi nowymi łupami to bez zastanowienia ją wzięłam.

Zalotka jest na baterie ale to mi nie przeszkadza, jest wykonana z lekkiego plastiku, poprzez włączenie jej nagrzewa się delikatnie i jest gotowa do użycia. Jest prosta w obsłudze nie ma w niej nic skomplikowanego producent zapewnia, że rzęsy podkręci i uniesie faktycznie tak jest. Robi to szybciej i efektywniej niż tradycyjna zalotka. Myślę, że zalotka dobrze się sprawdzi u dziewczyn które maja rzęsy ,,proste jak druty,, do tego jeszcze jakaś podkręcająca maskara i efekt gwarantowany. :) Rzęsy są podkręcone cały dzień co na pewno nie powiedziałabym o metalowej zalotce .. Jak dla mnie nie ma porównania do tradycyjnej zalotki od razu ją polubiłam gdy zobaczyłam efekt.. Dużo się o niej nie będę rozpisywać bo to co najistotniejsze chciałam Wam przekazać przekazałam. I każda z Was powinna wypróbować na swoich rzęskach jak się sprawdza wtedy możemy podyskutować na jej temat. Uważam, że za takie marne pieniądze warto ją kupić i przetestować :)
Kto wie może polubicie ją na tyle, że bez niej nie zaczniecie makijażu... ?
 Jak zwykle czekam na Wasze komentarze. :)

















wtorek, 16 lutego 2016

Dobre nawilżenie to podstawa !


                   CLARINS- Fluide Fonda Desaletrant .


             

Długo się zastanawiałam o czym powinien być kolejny post i postanowiłam dziś wziąć pod lupę fluid nawilżający marki Clarins. Firma znana bardziej, lub mniej ale produkt godny polecenia. Sprawdziłam przetestowałam i mogę Wam co nie co o nim opowiedzieć jakie są moje wrażenia i czy jest wart swojej ceny.
Zatem przejdźmy do recenzji. Fluid, który widzicie na zdjęciu jest to delikatna emulsja na dzień przeznaczona dla skóry normalnej i mieszanej. Powinnyśmy go stosować codziennie rano na oczyszczoną skórę myślę, że spokojnie może zastąpić nam bazę pod makijaż. Ma za zadanie ochronić naszą skórę przed przedwczesnym starzeniem się. 
Zaskoczyło mnie w nim to, że ma silne działanie nawilżające przez cały dzień czuję, że moja twarz jest nawilżona i odżywiona.
Co w nim polubiłam najbardziej ? to, że daje matowe wykończenie makijażu. Posiada filtr SPF15, który ma za zadanie ochronić naszą skórę przed promieniami słonecznymi. 
Zawiera wyciągi z roślin lądowych m.in. kaktusa, żeń-szenia, białego łubinu, sosny oraz kompleks zapobiegający wpływowi zanieczyszczeń miejskich.


Fluid wygląda jak biały krem, ładnie pachnie jest lekki i wydajny. Opakowanie jest estetyczne i z łatwością poprzez dozownik z pompką aplikuję się go na twarz. Cena fluidu nie zaskoczyła mnie szczególnie, bo jest adekwatna do jakości produktu 170 zł za 50 ml. Niedługo 8 marzec więc co szkodzi naszym ukochanym mężczyznom podpowiedzieć co chciałybyśmy dostać w dzień naszego święta .. :)

Jestem ciekawa czy u Was również się sprawdzi czy może poleci fala negatywnych opinii na jego temat. Zatem komentujcie i udzielajcie się . :)



































piątek, 12 lutego 2016

Rodzinka Jantar ...

                

Przedstawiam Wam duet Jantar, wcierkę do włosów i szampon z firmy Farmona. Zapewne słyszałyście już o tych kosmetykach ale jeśli nie to serdecznie zapraszam na recenzje.

Zacznę od wcierki, to nic innego jak odżywka tylko w płynnej konsystencji. Stosuję się ją wyłącznie na skórę głowy nie zapominając aby aplikować ją codziennie, zapachem przypomina wodę kolońską pewnie nie każda z Was polubi ten zapach ale mi akurat jakoś szczególnie nie przeszkadza. Wcierka ma za zadanie przyspieszyć porost naszych włosów oraz je odżywić i faktycznie zdaję egzamin. Odkąd stosuje ją moje włosy szybciej rosną i są lepszej kondycji. Na pewno mniej tych włosów znajduję na szczotce. Włosy stały się gęstsze i pojawiły się nowe baby hair. Cena jest przestępna 9 zł za 100 ml więc nie ma tragedii. Jest jeden minus co mi w niej przeszkadza, mianowicie jest to opakowanie a raczej ten koreczek przez który słabo leci odżywka. Ja radzę sobie strzykawką na która nabieram wcierkę i wtedy jest to szybsza i prostsza aplikacja wtedy dotrę faktycznie na skórę głowy.



A co z szamponem ? Producent zapewnia, że jeśli będziemy stosować ten duet efekty będą szybciej zauważalne. Szczerze powiem średnio lubię ten szampon. Słabo się pieni trzeba go naprawdę dużo nałożyć. Mam wrażenie, że po tym szamponie moje włosy stają się bardziej suche, ale aby pojawiły się te nowe włoski (baby hair ) jednak musi go stosować bo sama wcierka nie daje rady... 
Szampon pachnie inaczej niż odżywka bardziej ziołowo, jest wydajny i niedrogi za 330 ml zapłacimy 10 zł. Do niego również mam zastrzeżenia, jego opakowanie jest nieporęczne, nie raz wypadł mi z mokrych rąk brakuje mi w nim jakiegoś dozownika wtedy zdecydowanie łatwiejsza była by aplikacja.
Generalnie mam mieszane uczucia do tego szamponu... Niby wszystko fajnie bo za jego sprawą i wcierką rosną nam nowe włoski i nie wypadają a o to nam chodzi, ale jednak tak bardzo przeszkadza mi te jego działanie na moje końcówki, no i ta nieporęczna buteleczka. Na pewno każda z Was, która ma problem z wypadaniem włosów powinna spróbować tych kosmetyków i przetestować na własnej ,,skórze,, być może rodzinka Jantar pomoże Waszym włoskom uporać się od ich wypadania i będziecie posiadaczkami pięknych, zdrowych i gęstych włosów. 
  Zapraszam do udzielania się, może Wy macie inne zdanie o tych kosmetykach. Jestem strasznie ciekawa.


















środa, 10 lutego 2016

     ZRÓB TO SAMA .

              Wągrom mówimy precz !




Dzisiaj krótki post o tym jak pozbyć się wągrów domowym sposobem. Chyba prawie każda z nas zmaga się  z tym problem.. po co wydawać pieniądze na drogie plastry czy maseczki jak możemy za pomocą białka i chusteczki higienicznej pozbyć się problemu.. szkoda że nie na zawsze .

Zaskórniki powstają poprzez nadmiar sebum, które powoduję, że pory zapychają się i tworzą na naszej twarzy, nosie czy dekolcie czarne niewielkiej wielkości kropki. Odradzam wyciskanie samodzielnie wągrów gdyż to zagraża rozprzestrzenianiu się bakterii.

Tak jak wspomniałam możemy same wykonać taki zabieg w domu, który nie jest pracochłonny i kosztowny. Potrzebujemy tylko jajka i chusteczki. Jajko musimy oddzielić, białko od żółtka bo potrzebujemy tylko białka. Delikatnie je roztrzepujemy aby powstały pęcherzyki. Nakładamy naszą miksturę na te miejsca twarzy gdzie powstały wągry i jednowarstwową chusteczka przykrywamy białko aby zaschło. Trzymamy tak do 15 minut. Następnie zdejmujemy chusteczkę i nakładamy na całą buzie żółtko, które ma w sobie wiele witamin. I to wszystko :) prawda że szybko i tanio ? Efekt gwarantowany!. Przetestowałam na sobie i jestem mile zaskoczona efektem .
A wy znacie jakieś domowe sposoby na pozbycie się nieprzyjaciół ? Piszcie w komentarzach.















wtorek, 9 lutego 2016

Perfect Me
Maseczki do włosów suchych i zniszczonych

Ostatnio w Biedronce zauważyłam te oto dwie maseczki, które zwróciły moją uwagę chyba właśnie poprzez ten kolor i cenę.
Bez zastanowienia wrzuciłam do koszyka aby przetestować je na swoich na włosach.

Tak jak wspomniałam na początku te maski są przeznaczone do włosów suchych, mają za zadanie odżywić, wygładzić i dać piękny połysk. Faktycznie połysk jest.. i wygładzenie również nie wiem jak z odżywieniem bo po 2 saszetkach ciężko stwierdzić, jakiejś szczególnej zmiany w odżywieniu nie zauważyłam. 

Maseczki kupimy w Biedronce, za 20 ml zapłacimy 1,45 zł :) śmieszna cena prawda..? Saszetki są dostępne w trzech kolorach i każda z nich pełni inna funkcje.

  • zielona- odżywianie, miękkość i zdrowy wygląd dla suchych włosów
  • różowa- wygładzanie, połysk i odżywienie dla włosów puszących się
  • pomarańczowa- intensywna regeneracja dla włosów zniszczonych i farbowanych
Aktualnie testowałam tylko zieloną i różową i szczerzę powiem, zapach różowej maseczki jest fenomenalny ! przypomina mi perfumy DKNY Be Delicious, zatem zielona pachnie już nieco gorzej.
Aby pokazać różnice moich włosów przedstawiam Wam zdjęcia przed użyciem maseczki i po użyciu.

                                    


    Zdjęcia nie oddają tego efektu w rzeczywistości to wygląda lepiej .. Ogólnie jestem zadowolona z ale bardziej z tego połysku i miękkości, plusem jest na pewno cena i jej konsystencja, dobrze się rozprowadza na włosach no i przede wszystkim skład.. bo są to maseczki bez parabenów i sztucznych barwników. Zastanawia mnie jeszcze zapach tej pomarańczowej chyba się również na nią skusze. Uważam, że za taką śmieszną cenę nie powinnyśmy spodziewać się cudów na włosach. 
Na pewno do nich jeszcze wrócę chociażby dla tego cudownego zapachu, który towarzyszy mi przez cały dzień. A co Wy o nich sądzicie? Miałyście możliwość przetestować na własnych włoskach ? Jestem ciekawa Waszych opinii na ich temat.














niedziela, 7 lutego 2016

   Na ratunek ustom  






   Suche, spierzchnięte, i popękane usta to problem prawie każdej z nas szczególnie w okresie jesienno-zimowym... zimny wiatr i niska temperatura dają we znaki, wtedy wargi stają się mało atrakcyjne i kobiece a przecież usta są wizytówką kobiety, dlatego powinnyśmy o nie szczególnie zadbać w tym okresie. Jest na to kilka sposobów, by nasze usta były ponętne, kuszące i gładkie.  
   Pamiętajmy aby nasze usteczka były pod ochroną potrzebujemy zbilansowanej diety i przed każdym wyjściem na zewnątrz zaaplikować na wargi np pomadkę ochronna z odpowiednim filtrem, lub po prostu zwykłą wazelinę kosmetyczna co też fajnie się sprawdza. Zatem zapraszam na kilka wskazówek i porad jak poradzić sobie z tym problemem. :)

  • Co jest ważne? na pewno to aby nie oblizywać ust na świeżym powietrzu to własnie powoduje że usta stają się suche i pękają. Być może brakuje nam witamin z grupy B łatwo poznać czy mamy niedobór, wtedy w kącikach ust powstają tak zwane zajady, dlatego powinnyśmy jeść ciemne pieczywo, wątróbkę czy też orzechy. 
  • Nawilżenie to podstawa. Możemy zakupić w drogeriach różne pomadki, które pomogą nam uporać się z tym problemem ale pamiętajmy aby czytać skład by nie miały w sobie alkoholu. Naturalnym sposobem możemy nawilżać wargi olejem kokosowym co u mnie sprawdza się nieźle lub oliwą z oliwek czy masłem shea. 
  • Nie zapominajmy o ważnej kwestii czyli peelingu. Ja robię peeling za pomocą szczoteczki do zębów z miodu i cukru, wtedy usta mam i gładkie i pełniejsze. Polecam !
  • Miód również może nam pomóc, gdy będziemy systematycznie aplikować go na usta. Działa on bakteriobójczo oraz nawilżająco.
  • Niezłym i szybkim trikiem na suche usta jest włożenie miedzy wargi plasterek pomarańczy, trzeba tak trzymać do 7 minut. Efekt widoczny ale niezbyt trwały tak samo możemy postąpić z ogórkiem .
       Mam nadzieję, że moje porady pomogą Wam chociaż w minimalnym stopniu. 
       Pamiętajcie bądźmy systematyczne. To się opłaca. :)
       Zachęcam do komentowania i dzielenia się swoimi sprawdzonymi sposobami. 




czwartek, 4 lutego 2016

      Dior czy Chanel ? 


Dzisiaj zapraszam Was na post dotyczący podkładów Dior i Chanel. Obie te marki na pewno są Wam dobrze znane ale być może tylko z reklam. Wiadomo są to produkty z wyższej półki, dlatego postanowiłam dziś o nich opowiedzieć. Czy są warte swojej ceny ? Zapraszam na recenzje.

Na początku opowiem Wam o Diorze, jak widzicie posiadam dwa odcienie 020 i 022. 
Fluid przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, nie wiem jak się sprawdza na cerze tłustej ale na normalnej zdaję egzamin. Odcienie się od siebie dość różnią tu możecie same zauważyć, ale jestem pewna że każda z Was dobrałaby odpowiedni odcień do swojej cery.

                                     

Generalnie podkład ładnie pachnie, dość fajnie kamufluje niedoskonałości, nie zapycha i jest dość lekki. Najważniejsze, że jest wydajny. Dużo nie trzeba go nakładać aby pokryć całą twarz. Ma swoje plusy i minusy. Mianowicie podkreśla suche skórki na cerze, strefa T po kilku godzinach wymaga delikatnych poprawek, no i cena to też spory minus, bo za 30 ml zapłacimy ok 160 zł. 
 

Przejdźmy teraz do Chanel. Jedyny podkład jaki posiadam z tej firmy. 
Również przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów skóry, choć ten podkład bardziej rozświetla niż matuje cerę, wiec tym się na pewno różni od Diora. Przepięknie pachnie, również jest wydajny i to jest duży plus. Jeśli chodzi o krycie dość słaby, po kilku godzinach skóra zaczyna się błyszczeć, myślę, że bibułki matujące by tu rozwiązały problem.Nie podkreśla porów i suchych skórek, i na pewno nie tworzy efektu maski co mnie niezmiernie cieszy. Cena również powala na łopatki za 30 ml zapłacimy ok 200 zł. :( 
Dość dobry ale za taką cenę myślę, że znajdziemy lepszy. . 

Odcień tego podkładu prezentuję się tak : 




Podsumowując oba te podkłady są dość drogie, maja swoje wady ale i zalety.. Ale nie byłybyśmy kobietami gdyby wszystko nam pasowało... musimy się do czegoś przyczepić . :) 

Czekam na wasze opinie. Co wy sądzicie o tych podkładach być może Wy nie dostrzegłyście ani jednej wady. :) 

środa, 3 lutego 2016


Pojedynek lakierów


Dzisiaj krótko o lakierach do paznokci
znanej firmy Bebeauty i wibo. 

Oba te lakiery są dobrze dostępne i ich cena nie jest szczególnie wygórowana. Bebeauty możemy dostać w Biedronce i za 8 ml zapłacimy nie całe 10 zł, a wibo kupimy w Rossmann ok 8 zł za 8,5 ml. 

















Oba te lakiery mają dobre krycie, i lekko się nimi maluje, nie są zbyt geste ale i nie rzadkie, konsystencja jak dla  mnie jest  w sam raz. Odcienie tych lakierów bardzo mi się podobają, choć w wibo dostrzegłam dwie wady i mowa tu o pędzelku, jest dość cienki dlatego trzeba malować dwa razy aby nie było smug i strasznie długo schnie na paznokciach. W Bebeauty tego problemu nie ma szybko schnie i  ładny ma połysk. Mimo wszystko i tak w jakimś stopniu polubiłam oba te lakiery. Bebeauty jak dla mnie 10/10 tu nie mam się do czego przyczepić a wibo 9/10 za ten pędzelek . :) 

 Generalnie Polecam . :)

   


 







                                  




wtorek, 2 lutego 2016

Błyszczyki Dior Addict

 
                             Moje Diorki







 Dzisiejszy post o wizytówce kobiet mowa tu o ustach, które tak bardzo rzucają się na pierwszy plan, a mianowicie o mojej kolekcji Diorków. Odkąd je mam są ze mną zawsze sprawiają, że moje usta są wypełnione i apetyczne. Co mi się podoba w nich to, tubka która jest elegancka i zachęcająca do kupna.


Więc przejdźmy do rzeczy zacznę od   mojego ulubieńca. Przedstawiam Wam Dior Addict 856. Jest  to jedyny błyszczyk, który ma tak przepiękny, soczysty i zmysłowy kolor, który na ustach jest naprawdę nasycony  i przykuwający wzrok.

 Fenomenalnie wygładza usta i długo utrzymuje się nich .Tak  jak wspomniałam wcześniej kolekcja Diorów jest elegancka i  kobieca ale również błyszczyki znają swoją wartość nie  należą do najtańszych. Cena ich zaczyna się już od 100 zł.  Nie zawsze możemy sobie pozwolić na takie ,,luksusy''. 

 A tak własnie prezentuje się ten krwisto czerwony błyszczyk na moich ustach . Piękny prawda? Dla mnie 10/10 . Do niczego nie mogę się tu przyczepić. 






Drugim błyszczykiem z kolekcji Diorów jest ten o to piękny różowy przystojniak. Jest to Dior Addict 783. 
Celowo teraz mowa o nim bo jest u mnie na drugim miejscu.
 Ten błyszczyk  również ma soczysty kolor, dobrze się go rozprowadza na ustach .
Kompleks Spotlight Shine działa jak nanoprojektor - dziesięciokrotnie zwiększa odbijanie światła, rozświetlając wargi intensywnym blaskiem i tu się z tym zgodzę faktycznie odbija światło i usta wydają się optycznie większe, więc mamy większe usta bez inwazyjnych zabiegów :) Co mi się jeszcze w nim podoba? Na pewno jego konsystencja delikatna i nie lepka. Jak dla mnie mógłby mieć jakiś ładny zapach i tu mi tego brakuje w tych błyszczykach ... A jak sie prezentuję na ustach ? Same oceńcie :) 



Teraz kolej na Dior Addict 686 .
Najbardziej napigmentowany błyszczyk z całej kolekcji za czym idzie delikatne odczuwanie drobinek które są na ustach. Szczerzę mi to przeszkadza uczucia piasku na ustach, dlatego mam go najdłużej i najrzadziej go używam. Ten błyszczyk świetnie nada się na długie wieczory, raczej na co dzień nie pasuje właśnie chyba przez tą pigmentacje. Przynajmniej ja bym go codziennie nie używała. I tu kończy się moje narzekanie. Na zdjęciach wygląda jak wygląda dla mnie 6/10 . A dla Was ?


















                                   I przedostatni już Dior Addict 662 .



 Dość różowy ale zmieszany z delikatną czerwienią. Jako jedyny trzyma się na moich ustach bardzo krótko. Nie wiem dlaczego i to mnie w nim odpycha.Dużo o nim nie mogę napisać bo miałam go  na ustach zaledwie kilka razy. Jakoś mnie nie zachęca,  kolor owszem ładny i dość delikatny taki  dziewczęcy ale z plusów to wszystko. Moja ocena 5/10 


 




 A ostatni to Dior 257

 Typowy nudziak. Dość delikatny. I tu mam do niego najwięcej zastrzeżeń. Zaszedł mi już za skórę i się zbytnio nie polubiliśmy. Bardzo słaby błyszczyk potrafi podkreślać suche skórki na ustach. Chyba żadna z nas tego nie lubi. Raczej nie powiększa ust choć ma w sobie delikatne drobinki szybko się wchłania i pozostawia jedynie brokat na ustach. Konsystencją nie różni się od poprzedników. Myślę że warto nakładać go pod pomadkę jakąś z serii Nude może wtedy efekt będzie zadawalający. A tak prezentuje się na ustach . 

                                                                                                    



Podsumowując post moich Diorków jedne lubię bardziej,drugie mniej. Jestem wymagająca więc zawsze znajdę jakąś wadę. Moim zdaniem nie warto kupować w ciemno tych błyszczyków, po przeczytaniu kilku opinii na ich temat bo jedna z Was może się w nich zakochać od pierwszego wejrzenia a druga wręcz przeciwnie. :) Jestem ciekawa waszych opinii :) 







poniedziałek, 1 lutego 2016

Szczotka prostująca dla włosomaniaczek

                                                           

                                   Szczotka prostująca Magic Comb.






     Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją szczotki prostującej Magic Comb, która faktycznie jest magiczna :). Ja jako włosomaniaczka nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Szczerzę mogę stwierdzić że nie żałuje tego zakupu i jestem zadowolona.
   Szczotkę można zakupić na allegro lub w innych sklepach internetowych. Urządzenie sprawdza się do każdego rodzaju włosów nawet przedłużanych. 


Szczotka wyposażona jest w wyświetlacz LCD, który pokazuje temp do jakiej nagrzane jest urządzenie, producent zaleca ustawienia temp :

  • 170-200 °C dla delikatnych i cienkich
  • 190-210 °C dla normalnych włosów
  • 210-230 °C dla grubych i kręconych 



    Ja aktualnie mam włosy normalne i falowane nie są zbyt cienkie chociaż po mojej dekoloryzacji wole ich teraz nadmiernie  nie narażać na wysoką temp i dlatego ustawiam 180 °C jest to dla moich włosów w zupełności wystarczająca temperatura. 
  Co mnie cieszy ? najbardziej fakt że naprawdę prostuje, daje idealny efekt stylizacji i wygładza włosy nie szarpiąc ich. A przecież o to nam chodzi :) 
   Podsumowując to była miłość od pierwszego wyprostowania :) Polecam zakup każdej kobiecie, która ma dość prostownic a szuka przygody własnie z takim urządzeniem.